|
Home |
Edit Profile |
View My Blog |
Messages |
Post an Article |
Log Off |
Browse Users |
Forums |
Contact Us |
Help |
Ripside Inc. | |
| View with default template | Who's Here? | |
upierdliwy cos o walce i... przyjazni? |
|||
|
Profile
![]() tu własciwie nie mam nic ciekwego do napisania i niech tak zostanie
Age: 24 Gender: M Location: Polska, Koło ( to co,że nie masz pojęcia gdzie to, ja tu mieszkam) Friends
Categories
Archives
|
Nowy tydzien, nowa nadzieja
Posted 2/4/2007 5:06:03 PM Znow mnie trosze tu nie bylo. Ale teraz juz jestem, tydzien konczy sie naprawde dobrze. Dzis pomimo porazki naszych chlopcow z niemcami w finale i kilku wypadkow z ciastem i innymi swinstwami dzin konczy sie naprawde dobrze i z optymizmem pozwala spojrzec na nadchodzacy czas. Wiem, ze teraz bedzie latwiej, sama swiadomosc, ze jeszcze bedziemy ze soba rozmawiac, daje sile i wiare. Nie bede sie tu teraz rozpisywal na temat wnioskow do jakich dzis doszedlem. Powiem poprostu, ze mam chyba zaburzebnia odzywiania, wyczytalem ze byc moze jeste to bulimia tzw. bulimia sportowa, charakteryzujaca sie tym ze zamiast wymiotowania czy stosowania srodkow przeczyszczajacych chorzy wykonują dużo wyczerpujących ćwiczeń fizycznych. Nawet jesli tak jest to wiem, ze to mi nie przeszkodzi, dam rade i tylko to przyjmuje do wiadomosci. Od jutra bedzie lepiej, znow. Uda sie nam.
4 dni koszmaru, ponowna walka, ale jakas taka.. samotna
Posted 1/30/2007 6:17:11 PM Najpierw pare slow o czterodniowym koszmarze. Mialem duzo pracy do szkoly, od czwartku do niedzieli strasznie sie nad tym meczylem. W tym czasie zgrzeszylem zajadajac sie ciastkami, czekoladami, batonami, ciastami i wielom innymi swinstwami. Zmarnowalem ten czas, w szkole jakos sie ulozylo i teraz dochodze juz do siebie. Znow rozpoczela sie walka, ale juz chyba inna. Bo w miedzyczasie stalo sie cos czego nie rozumiem. Zrobilem swoej do szkoly ale stracilem chyba cos cenniejszego, a moze tylko mi sie wydawalo to takie cenne?. Nie wiem co sie wlasciwie co sie stalo, pewnie to moja wina, ale chyba jestem zbyt malo rozgarniety zeby to pojac. Naprawde nie wiem czym zawinilem tak bardzo zeby nie zasluzyc nawet na slowa wyjasnienia. Czuje sie jak bohater Kafki, wyrok jest tylko nie wiem za co, nikt nie podal mi uzasadnienia wyroku. A kara jest bardzo dotkliwa. Nawet nie wiem czy wypada mi probowacto zmienic, czasem czuje ze moje proby sa zalosne i zasluguja na politowanie, ale powninenem byc przyzwyczajony,wkoncu jestm dosc zalosny. Co ciekawe nadal walcze, tylko czy robie to dla siebie, czy moze dlatego ze wierze ze bede mial okazje jeszcze Jej o tym opowiedziec. Bo czasem chyba lepiej uslyszec bolesna prawde niz zyc w niepewnosci. Nie wiedomo jak sobie z ta niepwoscia radzic. Ale mimo to jestem Jej wdzieczny, za inspiracje, dobre rady i motywacje. Mam nadzieje, ze sa momenty radosci w Jej zyciu. Wierze, ze bedzie potrafila byc szczesliwa i zycze Jej tego. Mam nadziej, ze sobie dobrze radzi chociaz wiem ze jest jej bardzo ciezko. Ale wiem, ze warto sie starac, mozna przypadkiem komus pomoc i to chyba tez sie liczy, Mi pomogla i doceniam to. Dziekuje i trzymam kciuki Gosiu. Wszystkiego co najlepsze dla Ciebie.
od dna to sie juz tylko odbic mozna
Posted 1/25/2007 1:05:19 PM Dzis jesli chodzi o jedzenie to nawet nic nie bede pisal o ciastkach juz bylo. Dobrz przyznam sie jak szlem do kolegi kupilem snickersa nowego marsa jakiegos i wafelka, pocieszam sie ze pol wafelka wyjebalem, no ale reszta. Trudno, spisuje dzien na straty. Ale jeden dzien nic nie zmieni. od jutra znow walka!!! we dwoje
kurwa, znów wszystko na ostatnią chwilę
Posted 1/25/2007 5:57:22 AM Jak zwylkle zostawilem wszystko co mialem zrobic do szkoly na ostatnia chwile. Nie zaluje niczego, mialem duzo ciekawsze zajecia, tylko teraz mam wszystko na glowie. Wlasnie jestem w trakcie wpierdalania ciastek, ciasta, czekolad, wypcham sie po brzegi. Matka zaraz gdzies wychodzi, mam nadzieje ze dzis sie uda. A jak bedzie ciezko to napije sie mleka, juz na sama mysl mi sie zbiera. Ide zjesc batonika energetycznego, od dawna mnie korcil. To nie twoja wina. Sam tego chcialem, pamietaj o tym.
Ten sam dzien, próba druga.
Posted 1/24/2007 2:44:07 PM Jeszcze tego samego dnia postanowilem sprobowac jeszcze raz. Teraz to już bardziej chyba z ciekawości czy mi się uda. Nie moge uwierzyć poprsotu, że mozna byc takim gamoniem, ze sie nie umie rzygnac. Wiec jak trzeba bylo wyjsc z psem to wyskoczylem do piwnicy, torebka, palce i dupa. Znów odruch mi sie skończył. Może trzeba było przed sama próbą coś zjeść i wtedy by poszlo. Trudno musze jakioś przezyc z tym łosośem.
Dzis zjebalem... kurwa
Posted 1/24/2007 12:05:25 PM Ostatnie pare dni bylo calkiem dobre, na tyle dobre, ze az niechcialo mi się o nich pisać. Ale dziś postanowiłem coś nabazgrać. Od rana wszystko było jeszcze wporządku, sniadanko pożywne ale bez szaleństw, później siłownia bez wspomagaczy (poza jednym, ale który chciałbym brać zawsze). Na siłowni poza lekką ospałościa, wszystko co sobie założyłem wykonałem, więc, nie było źle. Po powrocie do domu jeszcze brzuszki, bardzo dobrze mi się je robiło. A póżniej stało się to. Zjadłem obiad. Ale to nie był zwykły obiad. Byłem w tamtym momęcie nieświadomy tego co ja robię. Kurwa ale odjebałem numer. Brokuły i... 300g łosośa!!! Zjadłem ten obiad jakby nigdy nic. Poźniej jeszcze pojechałem gdzieś z ojcem. Ale jak wróciłem postanowiłem sprawdzić bilans dnia. Coś może już podejrzewałem bo czułem jak coś zalega mi w żołądku. Więc zabrałem sie za liczenie i mi wyszło. Myślałem, że pierdolne. wyniki łosośa: białko-64g, tłuszcz- 96g!!!, węglowodany-12g, kcal-1167!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Tyle tłuszczu ile w tym jednym łosośu nie zjadłem przez 5 wcześniejszych dni. Po tym wszystkim postanowiłem coś z tym zrobić. Wziąłem foliową jednorazową torebkę, ubrałem kurtke czego nigdy nie robię gdy idę poćwiczyć do piwnicy i pod pretekstem ćwiczenia na skakance, zszedłem na dól. A tam kurwa się dopiero okazało jaki ze mnie idiota. Nawet tego nie potrafiłem. To juz jest szczyt. Położyłem tą torebkę na podłodze, odpowiednio rozłożyłem aby trafić, pochyliłem się nad tym i... pizda. Niewiem co robiłem nie tak, cztery razy próbowałem, dwa palce wkładałem sobie do gardła, juz mnie brało, ale nic. No poprostu nic się nie wracało. za czwartym razem postanowiłem czekac do oporu. Wsadziłem znów dwa palce, najdalej jak mogłem ruszałem nimi, pare razy mnie cofneło i przestało. I klęczałem tam pochylony nad tym workiem z palcami wepchniętymi do gardło i nic sie nie działo. Przestałem miec ten odruch, pewnie bym tak mógł z pół dnia trzymac te palce. Zrozumiałem, ze dziś nic z tego niebedzie. Nie mam pojęcia co źle robiłem, może już było za późno, ale chyba nie, napewno coś jeszcze zostało. Niewiem czemu tak się stało, dziwi mnie to zwłaszcza, że zawsze miałem silny odruch wymiotny, przy każdym badaniu gardła gdy lekarz wpycha ci tę szpatułke, już mi sie cofało, a dziś. Kurwa nawet się wyrzygac nie potrafię. Później dostałem smsa od Gosi, napisała, że Kalim wmusza w Nią pizze a Ona się nie daje. Biła radośc z tego smsa, czuła że jest silna i sprawiało jej to satysfakcję. To mnie trochę podbudowało, dobrze, że chociaż jedno z nas sobie dziś poradziło. Mam nadzieje, że bedzie dalej silna, a ja już długo nie ruszę łosośa. Nie, jeśli nie potrafię go później wyrzucić z siebie.
W poszukiwaniu zaginionej... róży
Posted 1/21/2007 7:57:20 PM Dzisiejszy dzien upłyną pod znakiem urodzin Gosi. Co bym tu nie napisał, to i tak prawda jest taka, że to było główne wydarzenie, które zaprzątało moją uwage. Ranek jak to szkolny ranek, szybkie mycie, szybkie sniadanie i odsypianie w smochodzie w drodze do szkoły. Tam nuda i zamulanie, aż nie zaczeła się wymiana smsów z wiadomo kim. Na zajeciach zdarzył się jeszcze mały incydent, oczywiście byłem jednym z uczesników owego zdarzenia. Otóż na jednej z przerw ja i kilku współbraci szkolnego cierpienia postanowiliśmy pokserować materiały z wykładów na które nie chodzimy. Czyli z wszystkich wykładów. Tak się w tym kserowaniu zapomnielismy, że spóżniliśmy się ponad 30 minut, teraz jak na to patrzę to widze, że faktycznie przegielismy. Ale jak już weszliśmy na zajęcia okazało się, że bez kary się nie obedzie. Grupa wymyśliła ze spóźnialscy mają coś zaśpiewac inaczej panie które prowadziły te warsztaty same wymyślą karę czyli przedłóżenie zajęć. Koledzy jakoś nie kwapili sie do śpiewania, wiec ja jako grupowy idiota, postanowiłem, że sam zmierze się z tym wyzwaniem, prosiłem tylko żeby ktoś wybrał utwór jaki mam wykonać. Niestety panie widząc mój zapał i determinacje, bojąc się chyba, że jak już zacznę to nie będę chciał skonczyć postanowiły,że albo wszyscy spóźnieni śpiewają albo nikt. Szkoda, przepadła mi kolejna okazja do kompromitacji. To by było tyle o szkole. Jeszcze tylko powiem ze ponownie odsypiałem w samochodzie w drodze powrotnej, tym razem było to bezpieczne, bo byłem paażerem. Wróciłem do domu i zgrzyt na wejsciu. Matka na mnie naskoczyła,żebym ich zawiózł do rodzinki a ja nawet nie zdążyłem pomyśeć o obiadku. Wkońcu jesdnak udało sie zrobić coś dobrego mianowicie cycka gotowanego i mieszanke "nicejską" z patelni. w sumie 224kcal. Po obiedzie spełniłem mamy oczekiwania czyli zawiozłem ich do rodzinki po czym udałem sie na poszukiwania biało-różowej róży. I tu pojawił się problem, gdzie na tym moim zadupiu zdobyć taką róże? Obieżdziłem całe miasto, byłem w chyba 7 kwiaciarniach(dzień babci to pootwierane). Ale nigdzie nie mieli takiej róży. Dopiero w jednej kwiaciari zobaczyłem ją w bukiecie z jeszcze jedną taką różą i z jeszcze jednym kwiatem. Chciał nie chciał, kupił cały bukiet z myślą, że bedzie dla babci. Jak pomyślał tak zrobił po czym udał sie w plener by sfotografować zdobycz. Ok wyciągnąć róże było łatwo, zrobić zdjęcię też, ale już włożyć róże z powrotem do bukietu, żeby nie dać przypadkiem babci dwukwiatowego, było gorzej. Po 7 minutowych męczarniach jednak się udało i mogłem się udać z bukietem do babci. W ten sposób i babcia syta i róza wysłana (coś mi ta parafraza nie wyszła). Później jeszcze stoczyłem dwie bitwy na odmawianie jedzenia, najpierw u babci, później u rodziny do której pojechałem odebrac rodziców. Wieczorkiem jeszcze nastąpiły cwiczenia brzucha, nastepnym razem przechodze na wyższy stopień trudności. Postęp jest widoczny. Prysznic, a po nim oddałem się nałogowi. Bardzo dziś szczęśliwie skończył się dziń bo Ona była szczęśliwa czego życzę jej zawsze w przyszłości akonto jeszcze tych 20 urodzin. Pamiętaj że możesz na mnie liczyć, jestem z Tobą.
Szkoła, basen i obiado-kolacja z Gosia.
Posted 1/20/2007 5:33:50 PM Dziś zaraz po przebudzeniu musiałem sie uwijać bo czas gonił. Szybkie śniadanko, białko+kromeczki (414 kcal, szybkie szykowanko i szkola do 14. A w szkole warsztaty psychologiczne czyli różne ćwiczenia mające ułatwić nam lepsze poznanie samych siebie. Niby wszyscy sie krzywią i narzekają, ale jak przychodzi co do czego to chętnie wszystko robią i się dobrze bawią. Mi też jedno ćwiczenie się spodobało. Mieliśmy napisać 10 razy zakończenie takich zdań:Jestem szczęsliwy bo.../Jestem szczęśliwy gdy... . Moje odpowiedzi dały mi do myślenia. Po szkole udałem sie na basen. Tam miałem 1,5 h wolnego czasu oczekując na znajomych. Postanowiłem odpocząc i się udało, ale nie bez zgrzytów. Pospałem na widowni basenu, ale otrzymałem też rade za jak nie mam gdzie się podziać moge isc do noclegowni. Niezrażony tym incydentem, po przybyciu znajomych, dostałem się wreszcie do wody. Zrobiłem około 20 długości basenu, posiedziałem w jacuzzi, no i na koniec sauna, 15 min. Strasznie się tym wszystkim zmeczylem, wiec jak wracalem do domu to musialem uchylic okno w samochodzi i puścić glośno muzyke, bo mi się lekko na kimanie zbierało, a to raczej chybiony pomysł w trakcie jazdy. Jak juz dotarłem do domu, odrazu mała zwara z matką. Widząc, że niekwapie sie do robienia jedzenia, naskoczyła na mnie. Dla świetego spokoju zrobiłem sobie sałatkę z pomidorka, ogórka, cebulki i dwóch rzodkiewek plus kurzy cycek gotowany, razem 201 kcal. Posiłek okazał sie wyśmienity, niewiem tylko czy to dlatego, że czasem mi coś wyjdzie, czy dlatego, że mogłem go zjeść razem z Gosią. Chyba to ten drugi powod. Mam nadzieje, że jeszcze to kiedyś powtórzymy. Wiec podsumowujac dzisiejszy dzień był udany. około 700 kcal, basenik, posiłek z Gosią, a teraz jeszcze przede mna noc...
Podstawa walki.
Posted 1/19/2007 1:25:04 PM Miało być dziś o teście i diecie. Może później, teraz o czymś ważniejszym. O czymś bez czego wszystko nie miałoby sensu, bez czego na pewno szybko by się walka skończyła. Tym czymś jest motywacja i siła do pracy. Bo tak naprawdę to co najważniejsze w naszych zmaganiach z własnymi słabościami, nie kryje się w żadnych super środkach wspomagających, to co jest najistotniejsze jest w nas samych. Tylko problem z tym jest taki, że jest to często głęboko ukryte, tak głęboko, że wydaje nam się, że tego w ogóle niema. I wtedy pomóc może tylko inny człowiek. Czasem wydaje nam się, że musimy sobie sami radzić i nikt nam nie jest potrzebny, mamy przekonanie, że jeśli sami się z tym nie uporamy to nikt nam nie pomoże. Ale wtedy dobrze jest spotkać kogoś, kto spróbuje nas zrozumieć, wesprze, ale nie będzie oceniał czy szukał na siłę rozwiązania. Czasem wystarczy jedno słowo, by zmienić nasze nastawienie i dodać nam motywacji. A jeśli jeszcze okaże się, że ta druga osoba również może na tym skorzystać, wtedy daje to jeszcze więcej energii. Bo po prostu miło jest wiedzieć, że można się czasem na coś przydać. Ja mam szczęście bo spotkałem takiego kogoś i mam nadzieję, że Jej nie stracę. I wierzę, że Jej się uda bo nie zasługuje na to żeby się tak męczyć. Powodzenia w Twojej walce Gosiu. Jestem z Tobą. Teraz tylko kilka słów o dzisiejszym dniu. Wstałem tak jak zaplanowałem, czyli około 9:30. Śniadanie dziś było z założenia dość obfite, ale to z tego względu że czekał mnie, ciężki trening. A jeśli chodzi o tabletki na gardło, to przyjąłem je z lekkim poślizgiem w stosunku do zaplanowanej pory ale i tak wcześniej niż ostatnio. Dziś znów powtórzyłem dawkę 5 sztuk, zapijając je kofeiną i dodatkowo biorąc aspirynę. . Następnym razem wezmę więcej bo dziś efekt był chyba jeszcze marniejszy niż ostatnio. A sam trening. Dość udany poza tym, że przy ostatnim ćwiczeniu na plecy coś sobie naciągnąłem w czworobocznym i musiałem odpuścić. Mam nadzieje, że szybko przejdzie bo w poniedziałek kolejny dzień treningowy. A jeszcze jak wróciłem do domu to lekko leciała mi krew z jednej dziurki nosa. Nie sądzę aby miało to jakiś związek, z lekarstwem, już prędzej to wynik lekkiego osłabienia po ostatniej nocy. Ale taki drobiazg nie może mieć wpływu na moją ocenę, że warto było. Jeszcze dwa słowa o obiadku, dużo białka. To były dokładnie dwa słowa. Na dziś to chyba tyle. Jutro od rana szkoła. Mam nadzieje, że szybko zleci. Jak będzie o czym to napisze.
Ten pierwszy raz.
Posted 1/18/2007 3:35:42 PM Dziś uczyniłem kolejny duży krok w kierunku poprawy jakości mojej pracy nad sobą. Od rana(czyt. około 12:07) wybrałem sie na zakupy. Zakupy okazały się bardzo udane. Wśród wielu niepotrzebnych i niezdrowych produktów kupowanych przez moją matkę, znalazło się kilka wartościowych rzeczy. Były to. kotlety sojowe, filety z piersi z kurczaka, rybki płat łosośia i dwa filety z dorsza, a przedewszystkim waga kuchenna. Ta własnie waga przyczyni sie do poprawy mojej świadomości odnośnie wchłanianych przeze mnie wartości odżywczych. Niestety na śniadanie waga się jeszcze sie nie załapała ale już obiad był wpałni zwarzony i przeliczony. Tutaj mała dygresja odnośnie obiadu, ja to jakaś dupa jestem jeśli chodzi o jedzenie. Nie moge zjeść za dużo. Przygotowałem sobie jeden podwójny gotowany filet z piersi kutczaka (300g dokładnie, też się zdziwiłem) i zjadłem z tego 163g. I już byłem pełny. Ale wrócmy do meritum. Waga przy objadku poszła w ruch i oto pierwszy historyczny w pełni policzony posiłek: 1) Filet z piersi kurczaka gotowany w warzywnym wywarze ( dziekuje za przepis, a komu? ten ktoś już wie.) 163g b.35g, tł.2g, weg.0g kcal 161 2) Fasolka gotowana - 165g b.2g, tł.0,3, weg.7g kcal 26 3) Surówka - 98g b.1g, tł.1,7g, weg.3,5g kcal 31 Podsumowując w całym posiłku b.38g tł.4g weg.10,5g kcal 219 Później jeszcze pokręciłem troche na rowerku i swietnie sie czuje wiec mam nadzije, że jutro też tak będzie. A jutro test numer dwa. Jak przeżyje to napiszę co i jak.
Środa, ciekawy dzien... i noc.
Posted 1/18/2007 2:56:42 PM Ta środa przebiegala pod znakiem testu pewnego specyfiku na gardlo. Specyfik ten powinien znakomicie leczyc z lenistwa i zamulenia. Czy bylo tak w istocie? Odpowiedz nie jest jednoznaczna. Środek ten zostal zarzyty przeze mnie w ilosci sztuk 5, a popity burnem. Dzialanie powinno spowodowac jakas euforie albo chocby odczuwalen pobudzenie psycho-fizyczne. Moze i nastapilo ale po momecie oczekiwanym jakim byly cwiczenia na silowni. Ale tu musze dodac ze same cwiczenia choc bez specjalnego entuzjazmu wykonywaly sie bardzo dobrze i bez oznak zmeczenia wiec pewnie jakos lekarstwo podzialalo.Nastepny test w piątek, zobaczymy jak bedzie. Trzeba wyciagnac wnioski z dzisiejszej lekcji, zarzyc wiecej i wczesniej. Teraz dwa słowa o obiadku. Cytując moja drogą koleżankę blogowiczkę Gosię, aż się chce krzyknac ale mam cwancyk!!! Soja, soja, soja to moje przeznaczenie. Właśnie wczoraj wpadły mi w domu w ręce kotlety sojowe. Pieknie prezętuje się spis wartości odżywczych, na 100g produktu 50 g białka, tylko 33g weglowodanów i śladowe ilości tłuszczu. Obiadek był pyszny i wiem, że bedzie częściej gościł na moim stole. Do tego była fasolka i suróweczka. A na wieczor kolega wyciagnal mnie na bilarda. I tu pojawia sie pytanie. Dlaczego ja jestem taki slaby w zabawy kijem? Dostałem tak w dupe, że aż mi się odechciało grac. Niewiem kiedy znów tam pójde, tak się kąpromitować na każdym kroku. Ale nic przynajmniej troche się rozerwałem. A to co najlepsze i tak przyszło później. Ostatnio odkryłem, że mam nowy nałóg, bardzo on miły i nieszkodliwy. Objawia się poprawą humoru, zanikiem potrzeby snu i lepszym działaniem energetycznym niż wspomniany już dziś lek na kaszel. Mam nadzije, że bede mógł trwac w tym nałogu, bo daje mi on siłe do pracy nad sobą. Dziękuje za ten nałóg. Ps. Położyłem sie spac o 5 rano, i bardzo mi sie to podoba. Pozdrowienia dla Gosi.
Pisać czy nie pisać - sam już niewiem
Posted 1/16/2007 5:39:10 PM Na początku wypadało by się przedstawic, powiedzieć kilka słów o sobie i takie tam farmazony. Ale mi się nie chce. wiec napiszę tylko czemu wogóle sie tu znalazłem. Otóz pewniej styczniowej nocy nudząc sie niemiłosiernie, postanowiłem dreczyć swoją osobą ludzi z gg, którzy też jeszcze nie spali o tak nieludzkiej potrze( normalnie tego nie robię, żeby była jasność, wtedy mi tylko coś odbiło). I z tego dręczenia wyszło to że pisze teraz pierwsze zdania w moim pierwszym blogu. A wszystko to przez Nią. Tą Nią jest mająca tu również swój blog "piekna gosiunia". Poznałem ją wlasnie przez gg i mojś upierdliwość. Nie chce sie tu rozpisywać, już przy pierwszej naszej rozmowie zeszło nam do rana, co miało miejsce jeszcze kilkukrotnie. Mam wrażenie że pomimo iż nigdy pewnie nie wyobrażę sobie do końca co Ona przeżywa, to jednak chyba jestem wstanie ją zrozumieć troche lepiej niż reszta "normalnych" ludzi spoza tego "szczupłego środowiska". Mam nadzieje, że Ona o tym wie, a jeśli nie to szybko to zauważy. Czuje, ze zawiązałą się miedzy nami jakaś nić porozumienia, co zaowocowało tym, że ponownie nabrałem motywacji do pracy nad sobą. Bardzo jestem jej za to wdzięczny. Dziękuję Gosiu. To chyba tyle chciałem na wstępie powiedzieć. Postaram się tu zaglądać i pisać jak mi idzie praca nad sobą i jak pomaga mi w tym Ona. Ps.dzis świetny obiadak, za który dostałem opieprz od matki( podobno za dużo cuduję). Była rybka gotowana w wywarze warzywnym, brokuły, omlet z warzywami i szyneczką z indyka (białko rulez). A dodatkowo odpaliłem tez rowerek, dziś tylko 40 min. ale muszę ostrożnie wchodzić w pedałowanie, żebym był się wstanie ruszać na drugi dziń, no i pozatym basenik dziś zaliczyłem, kilkanaście dlugości i sauna. Ledwo już na oczy widzę wiec kończe. Ale chyba spodobało mi się to "blogowanie". |
FeedBack
piekna-gosiunia 1/24/2007 9:10:32 PM Dobrze, ze nie ma Cie w pobliżu bo jeszcze cos bym Ci zrobiła jak bym widziała te Twoje proby wymiotow!! Dawid nie załamuj mnie!! piekna-gosiunia 1/17/2007 7:21:20 PM Dziekuje:) Please login to post a comment. |
|
NewBlog.com is a free blogging service provided by Ripside Interactive, Inc.